Strona główna Szpitala

Z życia Szpitala
Kliniki
Dla personelu medycznego
Dla pacjentów
Spis telefonów
Administracja
Kontakt

 

 
Szpital Uniwersytecki w Krakowie
 Całodobowy punkt informacji: (012) 424-70-00
  
Napisali o nas - luty 2004

"Miniona niedziela była pierwszym dniem uruchomienia kolejnego etapu systemu ratownictwa medycznego w Krakowie. Od 1 lutego nie funkcjonują już ostre dyżury szpitalne w zakresie chirurgii ogólnej i urazowej. Po pierwotnym chaosie, jaki zapanował w styczniu, gdy nie wiadomo było - czy obowiązuje rejonizacja czy nie, pierwsze dni lutego lekarze oceniają jako spokojne.
- Kraków to ostatnie duże miasto w Polsce, które pracuje według zasady ostrych dyżurów - podkreślał jesienią ub. roku dr hab. Leszek Brongel, konsultant wojewódzki w zakresie medycyny ratunkowej. - Liczę na to, że będzie pierwszym, które wprowadzi kompleksowy system ratownictwa medycznego. Ostry dyżur oznacza mobilizację szpitala raz na kilka dni - wtedy przyjmuje on pacjentów z całego Krakowa. Do soboty dotyczyło to oddziałów chirurgii ogólnej, chirurgii urazowej, laryngologicznych, urologicznych i okulistycznych. Od 1 lutego ostre dyżury obowiązują jedynie w 3 ostatnich wymienionych specjalnościach.
System ostrych dyżurów oceniany był jako przestarzały i niewygodny zarówno dla pacjentów, jak i dla lekarzy. Chory, np. po wypadku, nie był wieziony do najbliższej placówki, ale jechał tam, gdzie jest ostry dyżur - często oznaczało to transport z jednego końca miasta na drugi przez zakorkowane ulice. Ostry dyżur oznacza, że wszyscy pacjenci z całego Krakowa trafiają do izby przyjęć jednego szpitala - stąd te tłumy na korytarzach, godziny oczekiwania, zdenerwowani lekarze, chorzy i ich rodziny. - Kilka groźnych wypadków jednego dnia może doprowadzić do paraliżu oddziału chirurgicznego dyżurującego szpitala i powoduje przesunięcia w planowanych operacjach - mówi doc. Brongel. - Jeden zespół operacyjny nie jest w stanie obsłużyć wielkiego miasta.
Kilka placówek dyżurujących w tym samym czasie stanowi jednak pewne obciążenie finansowe. Każda z placówek ponosi wtedy koszty gotowości swojego bloku operacyjnego i zespołu chirurgów. Dlatego m.in. pozostawiono dyżury laryngologiczne, okulistyczne i urologiczne. Zresztą - jak wypowiada się w imieniu Konwentu Dyrektorów szpitali krakowskich dr Elżbieta Skupień, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie - "żaden ze szpitali nie byłby w stanie zabezpieczyć mieszkańców Krakowa samodzielnie na dotychczasowym poziomie".
Z naszej krótkiej sondy wynika, że pierwsze dni funkcjonowania nowego systemu przyniosły oczekiwany rezultat, czyli zmniejszenie tłoku na dyżurach i rozładowanie kolejek. - Wszystko się uspokaja - twierdzi Kazimierz Wapiennik, zastępca dyrektora Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego. - To lepsze rozwiązanie, bo nie trzeba będzie jechać przez całe miasto na dyżur. Zauważyliśmy spadek liczby pacjentów w poszczególnych placówkach, rozdzielili się - mówi doc. Brongel. Zadowolony jest także Andrzej Ślęzak, dyrektor Szpitala im. Żeromskiego. - Dla nas nie jest to żadna nowość, ponieważ nasza placówka funkcjonuje na zasadzie gotowości całodobowej już trzeci rok - stwierdza. - Chętnie zrezygnujemy z ostrych dyżurów również w innych dziedzinach. Dzięki temu rozładowuje się "korek", jaki stwarzały zawsze dyżury.
Być może likwidacja ostrych dyżurów chirurgicznych i chirurgii urazowej przebiegnie mniej boleśnie niż uruchamianie z początkiem stycznia nowego systemu ratownictwa medycznego. Pacjenci zostali wtedy wprowadzeni w błąd informacją o rejonizacji, a lekarze - niezgodnie z prawem - odsyłali chorych do "ich rejonu". Miasto zostało podzielone na rejony ze względu na usprawnienie pracy karetek, natomiast chorzy powinni zgłaszać się do najbliższego szpitalnego oddziału ratunkowego.
Cały czas obowiązuje numer pogotowia ratunkowego: 999, pod którym można wezwać karetkę. Jeżeli chcemy dotrzeć do lekarza samemu - jedźmy tam, gdzie jest najbliżej. Szpitalne oddziały ratunkowe znajdują się w 6 placówkach: pogotowie, ul. św. Łazarza oraz szpitale: im. Narutowicza, im. Żeromskiego, im. Rydygiera, MSWiA i wojskowy. Dzieci do 14 lat przyjmowane są w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Prokocimiu oraz w Szpitalu im. Żeromskiego. Ostre dyżury pozostają w dziedzinach: okulistyka, laryngologia i urologia - dokładny grafik znaleźć można w gazetach oraz pod numerem informacji medycznej: 661-22-40."

Dziennik Polski "Rozładowany korek" z 3 lutego 2004 r.

"Klinika Neurologii Szpitala Uniwersyteckiego zawarła kontrakt z Małopolskim Oddziałem Wojewódzkim Narodowego Funduszu Zdrowia jedynie na leczenie objawowe pacjentów cierpiących na stwardnienie rozsiane - wyjaśnia prof. Andrzej Szczudlik, kierownik kliniki. - Nie mamy natomiast zakontraktowanego leczenia interferonem beta - mówi. - Jest to uznany sposób leczenia, leki są w Polsce zarejestrowane. Dzięki interferonowi można zmniejszyć liczbę rzutów choroby o około 30 procent. Lek ten ma duże znaczenie dla tych chorych, którzy nie mają już żadnej innej szansy. Polskie Towarzystwo Neurologiczne, stowarzyszenia pacjentów, a także konsultanci krajowi i wojewódzcy w zakresie neurologii wielokrotnie apelowali o refundację leczenia interferonem pacjentów ze stwardnieniem rozsianym.
- Interferon nie znajduje się na wykazie leków refundowanych - podkreśla Barbara Grzybek-Korgól, rzecznik prasowy Małopolskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ. - Tworzenie tej listy leży w gestii Ministerstwa Zdrowia. Jak wyjaśnia, na rok 2004 ogłoszone zostały konkursy na programy lekowe, ale konkurs na terapię interferonem beta stwardnienia rozsianego nie został rozstrzygnięty. - Przygotowywany jest konkurs uzupełniający - mówi rzeczniczka. - Jest w nim brany pod uwagę program interferonowy, ale wybór będzie bardzo trudny, ponieważ dotychczas priorytetem były programy onkologiczne. Ich kontynuacja jest bardzo istotna, ponieważ dają one szansę na uratowanie życia. Jak przyznaje rzeczniczka, fundusz nie ma możliwości sfinansowania wszystkich programów."

Dziennik Polski "Lek zbyt drogi, nie tylko dla pacjentów" z 18 lutego 2003 r.

"Zła wiadomość dla chorych na stwardnienie rozsiane. Jedynego leku, który daje dobre efekty w leczeniu choroby - interferonu beta - nie ma na liście leków refundowanych. (...)
Rzeczywiście interferonu beta nigdy nie było na liście leków refundowanych. Są za to inne leki, ale - jak mówią neurolodzy - terapia nimi nie przynosi tak dobrych efektów. Inni specjaliści są jednak ostrożni: interferon zmniejsza liczbę rzutów choroby, ale nie w przypadku każdego chorego na stwardnienie rozsiane.
- Raczej ostudziłbym nadzieje chorych - mówi prof. Andrzej Szczudlik, ordynator Kliniki Neurologii Szpitala Uniwersyteckiego. - Skuteczność interferonu jest niewielka, choć udokumentowana. Dodam jednak, że jest często stosowany w krajach Europy Zachodniej. Tam już wpisano go na listę leków refundowanych.
Roczna kuracja interferonem kosztuje ok. 100 tys. zł. Jedyną szansą, żeby wziąć w niej udział, są programy lekowe finansowane przez Narodowy Funduszu Zdrowia.
- W ramach takiego programu klinika wybiera pacjentów, którym będzie podawany ten czy inny lek, ale w przypadku interferonu programu lekowego nie było - odpowiada Barbara Grzybek-Korgól, rzecznik małopolskiego oddziału NFZ.
Z najnowszych danych wynika, że w Małopolsce chorych, którzy kwalifikowaliby się do leczenia interferonem beta, jest trzydziestu (zachorowalność na SM w skali całego kraju: 60 osób na 100 tys. mieszkańców).
- Stwardnienie rozsiane to duży problem Małopolski - mówi Elżbieta Skupień, dyrektor ds. lecznictwa w Szpitalu Uniwersyteckim. - Próbowaliśmy się dowiedzieć, jakie są koszty kuracji interferonem, ale gdy się okazało, ile to kosztuje, zrezygnowaliśmy. Nie możemy wydać wielu milionów złotych, żeby pomóc chorym na stwardnienie rozsiane, bo narazilibyśmy w ten sposób zdrowie innych naszych pacjentów.
Kilka dni temu o dostęp do bezpłatnej kuracji interferonem beta upomnieli się małopolscy posłowie LPR. List w tej sprawie wysłali do Ministerstwa Zdrowia. Czekają na odpowiedź.(...)"

Gazeta Wyborcza "Płatny lek dla chorych na stwardnienie rozsiane" 19 lutego 2004 r.

"10 lat mija od otwarcia w Krakowie oddziału dziennego Kliniki Psychiatrii Dorosłych Collegium Medicum UJ oraz warsztatów terapii zajęciowej.
- Pomysł polegał na tym, by stworzyć w mieście sieć instytucji, które pomogą powrócić do społeczeństwa pacjentom po ostrym kryzysie schizofrenicznym i leczeniu szpitalnym - mówi dr Andrzej Cechnicki z Katedry Psychiatrii CM UJ. - W ten sposób powstały oddziały dzienne, warsztaty terapii zajęciowej, ambulatoria, wreszcie kawiarnia "Hamlet", w której osoby chore znalazły miejsce pracy. A ponieważ ta forma terapii znakomicie się sprawdziła, powstał kolejny pomysł - na pensjonat "U pana Cogito" przy ul. Bałuckiego, gdzie kolejni chorzy znaleźli zatrudnienie.
W pensjonacie zatrudnionych jest 18 pacjentów, wśród których są ludzie po bardzo ciężkich epizodach chorobowych. - Pensjonat działa niecały rok, a ma już 70 procent obłożenia, a więc tyle samo, co większość krakowskich hoteli. Przyjmuje gości z całego świata - mówi dr Cechnicki. - Jeszcze rok temu chorzy nie mieli żadnej alternatywy. Z powodu samotności i braku oparcia przeżywali nawroty choroby, wracali w stanie ostrym do szpitala, a wielu kończyło w domach pomocy społecznej.
Wczoraj ośrodki rehabilitacyjne dla osób chorych na schizofrenię odwiedził ksiądz kardynał Franciszek Macharski."

Dziennik Polski "U pana Cogito" z 25 lutego 2004 r.

 
powrót


 

 



|| Z życia Szpitala || Kliniki || Dla personelu medycznego || Dla pacjentów ||
|| Spis telefonów || Administracja || Kontakt || Strona główna ||